poniedziałek, 28 grudnia 2015

Grudniowe nowości kosmetyczne


Hejka!
Dzisiaj troszeczkę o tym co nowego w mojej kosmetyczce - grudniowe zakupy i prezenty, czyli to co tygryski lubią najbardziej. :) Część z nich kupiłam sobie sama, część dostałam w prezencie, trochę się uzbierało.




Pasta do głębokiego oczyszczania twarzy Ziaja Liście Manuka - w przeszłości miałam okazję ją wypróbować, kiedy pożyczyłam ją od siostry i całkiem dobrze ją wspominałam - gęsty, bardzo grubo ziarnisty peeling. Fajny od czasu do czasu, skusiłam się, bo potrzebowałam typowego "zdzieraka". Cena około 8 zł.

Bielenda Professional Super Power Mezo Serum - skoncentrowane serum do twarzy z 10% stężeniem: kwasu migdałowego AHA, kwasu laktobionowego LHA i witaminy B3 dedykowane dla cery z niedoskonałościami. Z założenia ma redukować rozszerzone pory, rozjaśniać przebarwienia, delikatnie złuszczać naskórek, działać antybakteryjnie, redukować nadmierne wydzielanie sebum, wygładzać i zwalczać niedoskonałości. Producent naobiecywał naprawdę wiele, serum ma fajny skład więc pokładam w nim nadzieję, że zrobi mi na twarzy porządek. :) Na ostatnich zajęciach z kosmetologi pielęgnacyjnej trochę rozmawialiśmy o kwasach, i postanowiłam na początek skorzystać z gotowej mieszanki, zanim sama stworzę sobie toniki z różnymi stężeniami "czystych kwasów". Zapłaciłam za to serum 30 zł.

Biolaven żel do mycia twarzy - pięknie pachnący (lawendą, jak można się domyślić z nazwy) malutki, całkiem delikatny żel. Ma dobry skład, nie zawiera SLS, co jest dla mnie ważne w przypadku mycia twarzy. Ma płynną konsystencję, za czym nie przepadam, ponieważ używam go krótko, a widzę, że powoli dobija denka. :( Kosztował około 15 zł.

Rosyjski naturalny olejek do włosów, regenerujący - ma bardzo dobry skład (jak to przystało na rosyjskie kosmetyki), miodowo pachnie. Na razie użyłam go tylko raz i wrażenia mam bardzo pozytywne! Po pierwsze to łatwo go zmyć, choć nałożyłam go obficie, po drugie, pozostawia włosy bardzo błyszczące i gładkie, po trzecie nie obciąża ich. Dostałam go w prezencie od przyjaciółki i będę sięgać po niego bardzo chętnie. :)





Katy Perry Royal Revolution woda perfumowana - dostałam go w prezencie od taty już drugi raz z rzędu, ale tym razem trzy razy większe opakowanie, bo aż 100 ml! Flakonik jest naprawdę ogromny i przy tym prześliczny... <3 Zapach jest cudowny, uwielbiam go - słodki, ale nie mdły, lekko chłodny i cierpki, baaardzo kobiecy. Lubię go również za to, że jest trochę nietypowy i nie tak często spotykany na ulicach, w kościele, autobusach i uczelni jak np. Bruno Banani albo zapachy Adidas. :) Głowa Royal Revolution to frezja i owoc granatu, nuty serca to drzewo sandałowe, jaśmin i kwiat pomarańczy a podstawa to piżmo, skóra, tarnina i orchidea. W sklepach internetowych kosztuje mniej niż 100 zł. 

La Rive Touch of women woda perfumowana - prezent ode mnie dla mnie za całe 15 zł, czyli odpowiednik Black Opium od Yves Saint Laurent, na które ostatnio bardzo choruję... Zapach bardzo słodki, mdły, pudrowy, bardzo kobiecy i seksowny. Uwielbiam go i spodobał się również bardzo mojej przyjaciółce (i również jej sprezentuje taki jakże drogi kosmetyk :D). Nuty głowy to bergamotka i brzoskwinia, nuty serca to białe kwiaty, a baza to drzewo sandałowe i wanilia. Zapach na chłodniejsze dni, bardzo otulający i intensywny. Jednak to co zaskoczyło mnie najbardziej to trwałość - jest bardzo długo wyczuwalny na skórze, zdecydowanie dłużej niż wszystkie zapachy z półki Adidas, Puma, Playboy itd.

theBalm Bahama Mama - wymarzony bronzer! Znalazłam go pod choinką, w prezencie od mojego chłopaka. :)) Jest taki cudowny, jak sobie wyobrażałam - piękny, odpowienio ciepły i chłodny dla mojej karnacji, lekko satynowy, mocno napigmentowany. Na pewno poświęcę mu osobny post. Rewelacja. :)




Avon Dwufazowy, rozświetlający balsam do ciała Owoce leśne i Masło shea - również dostałam go w prezencie od przyjaciółki. Ślicznie, słodko pachnie, uwielbiam takie owocowe zapachy balsamów. Ma w sobie tysiące drobnych, złotych drobinek - pięknie się mieni i połyskuje na skórze. Bardzo się z niego cieszę, bo od dawna miałam ochotę na takiego dziwaka. :))

Avon Little Black Dress woda perfumowana i krem do ciała - ten zestaw dostałam w prezencie od mamy chłopaka, jestem bardzo zadowolona, bo już wcześniej wspominałam jej, że lubię ten zapach. :)) Ślicznie pachnie, trochę elegancko, trochę wieczorowo... Nuty głowy to imbir afrykański, kolendra i cyklamen, nuty serca to różowa peonia, gardenia, ylang-ylang i kwiat księżycowy, a baza to drzewo mleczne, japońska śliwka i piżmo. 




Isana żel pod prysznic o owocowym zapachu KEEP COOL - niby nic specjalnego ale muszę przyznać, że mam słabość do żeli pod prysznic Isany w tych słodkich, zwierzakowych opakowaniach - z każdej kolekcji muszę przygarnąć jednego. Teraz trafiła do mnie panda w kapeluszu i szaliku :) Cena jakieś całe 2,50 zł ;)

Babuszka Agafii ziołowy peeling do ciała do skóry wrażliwej - zawiera nawłoć, różeniec górski, oman wielki, melisę, miłek i ogórecznik. Pachnie bosko, tak jakbym była właśnie w lesie. :) Dostałam go od przyjaciółki, bo ona wie, jak kocham rosyjskie kosmetyki. :D Nie mogę się doczekać żeby go użyć!

Isana Aloesowy Krem do rąk - kupiłam kiedyś na szybko, bo potrzebowałam kremu do rąk, a ten był akurat w promocji. Zazwyczaj nie zwracam dużej uwagi na tego typu kremy, ale ten póki co średnio mi pasuje. Kiepsko się wchłania, przeciętnie pachnie a nawilżenie jest raczej na niższym poziomie. Ale czego się spodziewać za ok. 3 zł.



To by było na tyle z moich grudniowych nowości. :) A co nowego pojawiło się w tym miesiącu w  Waszych kosmetyczkach?
buziaki i do następnego!
Marta

środa, 30 września 2015

Puder ryżowy Paese

Hejka :)
Mam nadzieję, że wybaczycie mi dłuższą ciszę na blogu. Wracam z nową motywacją i planem postów na październik. Potrzebowałam czasu na aklimatyzację w nowym trybie życia: praca-studia-kurs prawa jazdy, ale o tym opowiem Wam w podsumowaniu miesiąca. :) Tymczasem zapraszam Was do poczytania o moim pudrowym ulubieńcu.




Puder o którym będę dzisiaj opowiadać wyprodukowała polska firma Paese i jest on pudrem ryżowym czyli de facto mąką z ryżu. Zainteresowałam się nim, kiedy makijaż mojej cery zamieniłam na bardziej eko (mineralny), zależało mi aby puder również był naturalny i niezapychający.

Puder ma postać białego, lekkiego proszku, lekko pyli przy aplikacji, ale nie jest to uciążliwe. Zazwyczaj nakładam go pędzlem Hakuro H55 (dużym, puchatym) lub gdy zależy mi na bardziej płaskim macie to wklepuję go w cerę flat topem albo dołączonym do opakowania puszkiem.

Mocno matuje jednocześnie będąc niewidocznym na twarzy - gdy przypudrujemy nim podkład nie mamy wrażenia dokładania kolejnej warstwy a jedynie zmatowienia już obecnej. Nie pozostawia zdrowego, lekko błyszczącego, naturalnego wykończenia a naprawdę porządny mat - będzie to plusem dla cer, które lubią się pobłyskiwać w ciągu dnia, ale nie każdy lubi ten efekt, szczególnie teraz, gdy panuje moda na mocne rozświetlenie. Efekt ten utrzymuje się naprawdę długo na mojej mieszanej skórze - minimum 5 godzin, a później i tak nie jest źle - nawet gdy nie poprawiam go przez cały dzień wieczorem nie ma tragedii. Nie bieli twarzy.

Często stosowałam go jako bazę pod podkłady mineralne - w tej roli sprawował się ekstra - zdecydowanie przedłużał trwałość makijażu i minimalizował ryzyko warzenia się minerałków. Jestem pewna, że da taki efekt również stosowany pod klasyczne podkłady w płynie.




To co jest dla mnie największą zaletą tego kosmetyku to to, że jest niekomedogenny, czyli nie zapycha skóry, nie przyczynia się do pogorszenia jej stanu - jest to bardzo ważne dla mojej problematycznej cery. 

Na plus zaliczam także wydajność - kupiłam go w kwietniu, a wykończyłam kilka dni temu, przy praktycznie codziennym używaniu.

Opakowanie jest funkcjonalne tylko podczas stania na toaletce i używania w domowym zaciszu - ze względu na brak przykrywki dla siteczka, nie nadaje się do transportu, bo łatwo go rozsypać, ale z tego co wiem wyszła już nowa wersja opakowania, która takową zatyczkę posiada. :)

Puder kosztuje mniej niż 40 zł, co jest dobrą inwestycją biorąc pod uwagę zalety i wydajność. Możemy go dostać na stoiskach Paese w galeriach handlowych, w małych drogeriach, na allegro oraz w drogeriach internetowych.

Polecam każdemu szczególnie posiadaczką tłustych, mieszanych i problematycznych cer, oraz wszystkim fankom naturalnej kolorówki. :) A wy co o nim sądzicie? Dajcie znać w komentarzach, jak zawsze.

buziaki!
Marta

wtorek, 15 września 2015

2 x NIE: kredka Catrice MADE to STAY Inside Eye i pędzel Hakuro H77




Cześć Kochani, witam Was po ponad tygodniowej przerwie :))
Buble kosmetyczne zdarzają mi się rzadko - zazwyczaj zanim coś kupię, to dokładnie czytam opinie w internecie, oglądam zdjęcia i swatche - dzięki temu z reguły jestem zadowolona z zakupów. Czasem jednak zdarzy mi się nabyć coś, co zupełnie nie spełnia moich oczekiwań - tak właśnie stało się z dwoma produktami, o których dzisiaj opowiem...



Kredka do oczu Catrice MADE to STAY Inside Eye, 010 In The Mood For Nude

Kiedyś podczas wizyty w Naturze poszukiwałam cielistej kredki na linię wodną, padło na Catrice - kolor wydawał się całkiem przyjemny, tak samo jak wygodna forma wysuwanego sztyftu, dodatkowo kosztowała mniej-więcej 10 zł. Niestety ktoś projektując ten kosmetyk popełnił duży błąd - skoro kredka przeznaczona jest do malowania wewnątrz oka (tak jak pisze w nazwie) to dlaczego jest taka twarda??? Każda próba pokrycia lini wodej beżowy kolorem kończyła się zaczerwienionym białkiem i potokiem łez - ani krzty obiecanego nude! Muszę dodać, że moje oko jest niespecjalnie delikatne - mogę swobodnie dotykać go palcem czy miękkimi kredeczkami, niestety Catrice okazało się dla niego zbyt dużym wyzwaniem. Kolejny minus jest taki, że kolor w świetle dziennym ukazał swoje różowo-brzoskwiniowe tony które tylko podkreślałyby (jeśli udałoby mi się nią pomalować...) żyłki i dawał efekt przekrwionego, a nie wypoczętego spojrzenia. Naprawdę szkoda pieniędzy.





Pędzel do blendowania Hakuro H77

O ile kredka Catrice była zakupiona z przypadku tak pędzelek dodałam do koszyka z pełną świadomością i rozwagą - czytałam na jego temat wiele pozytywnych opinii. Teraz sama nie wiem czy to mi trafił się jakiś felerny egzemplarz, czy jestem jakaś przeczulona... Na początku pędzelek był fajny - całkiem miękki i przyjemny, choć już przy pierwszym użyciu wypadło z niego kilka włosów, ale to zdarza się przy nowych pędzlach. Generalnie jestem osobą która dba o pędzle - myję je w delikatnych szamponach, używam odżywki, suszę na leżąco, moczę tylko włosie i uważam, żeby woda nie spłynęła do skuwki. Niestety pomimo tego z każdym myciem było coraz gorzej - włosie zrobiło się potwornie szorstkie, sztywne i kłujące, jak u najgorszego pędzla z bazaru. Wyglądem przypomina szczotę, pomimo, że mam go dopiero od około 9 miesięcy. Jakby tego było mało zaczyna odpadać skuwka od trzonka... Troszkę to przykre, bo miałam już do czynienia z tą firmą i nie spotkałam wśród jej pędzli takiego bubla jak ten. Nie polecam! 


A Wy co sądzicie o tej kredce i pędzlu? :) Jakie Wam ostatnio przydarzyły się buble?
Dajcie znać!

buziaki!
Marta

sobota, 5 września 2015

Moje włosy w sierpniu

Hej!
Dzisiaj mam wolną sobotę i przygotowałam aktualizację stanu moich włosów, a za chwilę zabiorę się za pisanie postów na przyszły tydzień. :)

Zacznę od tego, że w sierpniu udało mi się ostatecznie uregulować wypadanie włosów poprzez stosowanie odpowiednich maseczek i odżywek na skórę głowy. Pozytywnym skutkiem ubocznym tych zabiegów okazały się nowe, młode baby hair nad czołem, z czego bardzo się cieszę, bo poprzednie zdążyły już na tyle urosnąć, że sięgają mi do kucyka i czułam się trochę łyso, kiedy związywałam włosy. Dodatkowo babcia podcięła mi włosy o ok. 3 cm nożyczkami do włosów z Rossmanna, formując je lekko tak jak wcześniej na kształt litery U. Na dzień dzisiejszy prezentują się tak ja na zdjęciu poniżej:




Pielęgnacja w sierpniu

Szampony: głównie Mydło Miodowe Babuszka Agafii i Joanna Naturia Pokrzywowa
Odżywki: rzadko, głównie Garnier Oleo Repair i Balsam do włosów na kwiatowym propolisie Bania Agafii
Maski: stosowane prawie każdego dnia (zamiast odżywki, nakładane na włosy na krótko): Kallos Banana, Serical Crema Al Latte, Ziaja Intensywna Odbudowa do włosów zniszczonych, Alterra z Granatem; nakładane na dłużej (każda z nich raz w miesiącu): Biovax Keratyna + Jedwab, Biovax Naturalne Oleje
Na skórę głowy: Maseczka drożdżowa Babuszki Agafii, Balsam Aktywator Wzrostu Babuszki Agafii i czasami Balsam na kwiatowym propolisie również Babuszki Agafii
Na końcówki: Marion Olejki Orientalne i Marion 7 efektów Kuracja z olejkiem arganowym
Suplementy: -
Oleje: Yves Rocher olejek odbudowujący (1 raz), oliwka Babydream (1 raz)
Inne: suchy szampon Batiste

Podsumowanie: Pielęgnacja włosów w sierpniu opierała się na maseczkach - stosowanych jako de facto maseczki, ale także jako odżywki - pozostawiane na włosach jedynie na kilka minut. Maskę na skórę głowy używałam co 2-3-4 dni. Regulrnie zabezpieczałam świeżo podcięte końcówki silikonowym serum, ograniczałam mocno stosowanie suchego szamponu (w trosce o skalp). Olejowanie tylko dwa razy w miesiącu, czyli wynik naprawdę słaby. Generalnie włosy nie przysparzały mi wielu problemów, ale zauważyłam, że zaczynają robić się suche. 

Jakoś tydzień temu włosy zrobiły mi małą niespodziankę. Użyłam wtedy pierwszy raz od dłuższego czasu mocno proteinowej maski, pozostawiłam ją na włosach na około 15-20 min, gdy brałam gorącą kąpiel. Gdy włosy schły zaczynały się same od siebie naprawdę mocno kręcić! Do rana skręt trochę osłabł, ale obudziłam się z taką fryzurą:




Szkoda, że nie chcą się tak układać codziennie, bo wyglądały super. ;) Nie wiedziałam, że unikanie protein w pielęgnacji wpływa na moje włosy tak bardzo prostująco - faktycznie dawniej częściej używałam proteinowych maseczek i były one dużo bardziej niesforne niż w tej chwili. :)

Plan na wrzesień: Zadbać o większe nawilżenie włosów - czas przypomnieć sobie o starym, dobrym siemieniu lnianym! Nie będzie też nowością gdy napiszę, że chcę regularnie je olejować - obiecuję to sobie każdego miesiąca, a później wychodzi to różnie... 


A jak dbałyście o Wasze włosy w tym miesiącu? :)

buziaki,
Marta

środa, 2 września 2015

Bye, bye AUGUST!


źródło: tumblr

Witajcie kochani :)
Dzisiaj drugi post z misz-maszowej serii podsumowującej każdy miesiąc. Sierpień jak się okazało był dla mnie ostatnim miesiącem wakacji i luzu, jeśli jesteście ciekawe dlaczego, sprawdźcie niżej! :)


WYDARZENIA:

- Straciłam moje zdjęcia i filmy. Na początku miesiąca zdarzył mi się bardzo przykry incydent, mianowicie awarii uległa moja karta pamięci - z dnia na dzień po prostu przestała działać i być widoczna dla telefonu, komputera i innych urządzeń... Po kilku godzinach rozpaczy, płaczu i histerii odnalazłam w internecie program, który miał pomóc mi odzyskać dane z uszkodzonej karty, niestety pół nocy skanowania jej tym programem nie przyniosło żadnych efektów - wszystkie pliki nie nadawały się do niczego, zostały zniszczone. Byłam mega załamana, bo jestem sentymentalną osobą i zdjęcia z wielu miesięcy mają dla mnie ogromną wartość, tym bardziej, że było ich sporo, bo często fotografuję telefonem. Ostatecznie historia skończyła się małym happy endem, bo odnalazłam inną kartę, na którą niedawno skopiowałam zdjęcia, ale o niej nie pamiętałam... Więc na stracenie poszły tylko zdjęcia z ok. 4 miesięcy i wszystkie filmiki - bardzo mi ich żal, ale dobrze, że odzyskałam chociaż większość.

- Spędziłam weekend w Brennej - z chłopakiem i jego rodzicami. Było bardzo fajnie, pojechaliśmy pociągiem, na miejscu pospacerowaliśmy w rzece, zrobiliśmy grilla na wypasie z oscypkami z żurawiną, byliśmy w Aqua Parku w Istebnej, mini zoo i w Cieszynie. :)

- Decyzja o studiach uprawomocniła się - czyli podpisałam umowy, uregulowałam opłatę za wyprawkę i "najważniejsze" - kupiłam zeszyty w Biedronce! Uważam, że Biedronka ma najładniejsze artykuły papiernicze w najlepszej jakości za tą cenę. :) Zdecydowałam się na jeden 60 kartkowy zeszyt, dwa 96, jeden zeszyt w formacie A4 i jedenk kołozeszyt z kolorowymi marginesami na cztery przedmioty - wszystkie w miękkich oprawkach. Dodatkowo kupiłam naklejane zakładki i prześliczny kalendarz. :) Widziałam, że wiele z Was go ma - ja zdecydowałam się na wariant z folkowym motywem. 




- Zdałam egzamin zawodowy - czego wcale się nie spodziewałam! Próbne egzaminy wychodziły mi raczej marnie i chyba nigdy nie zdobyłam potrzebnych 75% w części praktycznej. O dziwo, na prawdziwym się udało i od teraz jestem technikiem cyfrowych procesów graficznych. :)

- W końcu udało mi się znaleźć pracę - na satysfakcjonujących mnie warunkach. :) Od pierwszego września pracuję w sklepie odzieżowym w niewielkim centrum handlowo-usługowym. Atmosfera jest bardzo przyjemna, praca również, bo lubię kontakt z klientem. Na plus zaliczam też odpowiadające mi godziny pracy (do 18), wolne niedziele oraz co drugą sobotę - dzięki temu bez problemu mogę połączyć pracę z studiami i życiem prywatnym. W dodatku mieszkam bardzo blisko tego centrum - jakieś 8 minut autobusem. :)


OBEJRZANE:



W sierpniu nie oglądałam żadnych filmów, jedynie z chłopakiem dojechaliśmy do prawie końcówki piątego sezonu Supernatural. Serial coraz bardziej się rozkręca i jest coraz mniej odcinków niezwiązanych z głównym wątkiem. Bardzo kocham Sama i Deana i przy każdym odcinku martwię się o ich los, a jeszcze bardziej o los ukochanego Bobby'ego :D 


PRZECZYTANE:




Prawda jest taka, że tym, co najczęściej czytałam w tym miesiącu są oferty pracy na OLX. :D To zdecydowanie pochłaniało najwięcej mojej uwagi. Z książek sięgnęłam tylko po jedną pozycję - drugą część serii o przygodach Percy Jacksona czyli Morze Potworów Ricka Riordana. Niestety odrobinę mnie rozczarowała. Momentami była ciekawa i zabawna, ale nigdy nie była wciągająca, a momentami wręcz mnie nużyła. Pierwszą część zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu, mimo to sięgnę po kolejne części, bo zakończenie Morza Potworów zaskoczyło mnie i zaciekawiło. :)


Przepraszam, że posty nie pojawiają się zbyt często - obiecuję poprawę, ale musicie dać mi troszeczkę czasu, aż wyrobię sobie odpowiedni tryb, aby połączyć pracę z blogiem. :)
Jak Wam minął sierpień? :)
Dajcie znać,
pozdrawiam Was i życzę miłej nocy:))
buziaki,
Marta

piątek, 28 sierpnia 2015

Hity miesiąca (2)

Cześć kochani! Mam nadzieję, że wybaczycie mi te kilka dni nieobecności na blogu, musiałam trochę odpocząć po 30-dniowym wyzwaniu, zrelaksować się i zdobyć nowe pomysły na posty. :) 

Dzisiaj wracam do Was z ulubieńcami miesiąca - w sierpniu nie uzbierało się tego zbyt wiele, nie miałam nic nowego do przetestowania, ale wśród moich rzeczy odnalazłam kilka perełek i chcę Wam je pokazać. Zapraszam do czytania i oglądania!




Pierwszym hitem okazały się moje kolczyki z dzieciństwa. :) Odnalazłam je w czeluściach mojej szkatułki i ponownie skradły moje serce. Są to niewielkie, srebrne motylki z różowymi "kryształkami" - nieco infantylne, ale w moim guście i nie można odmówić im uroku. Teraz noszę je praktycznie każdego dnia.




Płyn Duraline z Inglota i mały pędzelek Milan 301 w rozmiarze 3/0 z sklepu dla plastyków to moje nowsze nabytki, które maksymalnie ułatwiły mi malowanie kresek na powiekach. Eyeliner żelowy od Maybelline rozcieńczony kropelką Duraline robi się płynny, wodoodporny (praktycznie nie do zdarcia) i dużo łatwiejszy w obsłudze - kreska jest gładka, płynna, nieposzarpana, jak miało to miejsce wcześniej. Pędzelek jest maciupki i pozwala na maksymalną precyzję, w dodatku kosztuje około 6 zł. Muszę przyznać, że od kiedy posiadam ten zestaw kreski z jaskółką dużo częściej goszczą na moich oczach.




Lato to ciężki czas dla takiego alergika jak ja. W sierpniu moje usta były często podrażnione, wysuszone. Były fatalną bazą pod wszelakie kolorowe pomadki, dlatego w tym miesiącu często sięgałam po błyszczyk. Choć nie jestem znawcą w tej dziedzinie, to ten z Essence wydaje mi się być bardzo fajnym produktem! Ma ładny, nudziakowo-różowy odcień (03 Taste of sweets), który wyrównuje koloryt ust, optycznie je wypełnia i powiększa. Ma gęstą konsystencję, odrobinę się lepi, ale osobiście mi to nie przeszkadza. Przyjemnie pachnie, jest dosyć trwały, a kiedy zanika pozostawia przyjemne uczucie nawilżenia. Cena jest naprawdę oki - zapłaciłam za niego mniej niż 10 zł. Chętnie wypróbuję też inne kolory, mam już chętkę na blady, jasny róż, który w opakowaniu przypomina mi wymarzonego Turkish Delight od NARS. 




Miłą niespodzianką była kocia portmonetką, którą podarowała mi moja siostra. :) Kupiła go w Lokaah w Krakowie. Jest porządnie wykonany i niewielki, przyda się, gdy będę brała ze sobą niewielką torebkę. Poza tym wygląda bosko. :))




Ostatni hit to maska Intensywna Odbudowa firmy Ziaja, o której nie napiszę tutaj za dużo, bo zamierzam poświęcić jej osobny post. Powiem tylko tyle, że używałam jej już dawniej, gdy moje włosy były regularnie olejowane i ich porowatość przydzielałam w kierunku niskiej - wtedy miałam do niej mieszane uczucia. Teraz, kiedy porowatość moich włosów idzie w kierunku średniej, jestem zachwycona, sięgając po tą maskę - mocno wygładza, nabłyszcza, ułatwia rozczesywanie. Ślicznie pachnie, jest wydajna i ma śmieszną cenę - mniej więcej 7-8 zł. ;) 


To by było na tyle z hitów, nie ma ich wiele, ale na szczęście, żaden kit też mi się nie trafił. :) Dajcie znać co skradło Wam serducho w tym miesiącu.

pozdrawiam Was gorąco!

Marta

piątek, 21 sierpnia 2015

Podsumowanie 30-dniowego wyzwania blogowego


źródło: tumblr


Hej!
Dzisiaj mija 30 dzień mojego wyzwania blogowego i czas na podsumowanie. :)
Niestety nie udało mi się wywiązać z postawionego celu i w 30 dni opublikowałam 28 postów, a nie planowane 30, ale mimo wszystko, uważam to za sukces i jestem z tego bardzo dumna! 

Co do samego wyzwania i jego idei mam teraz mieszane uczucia - z jednej strony weszło mi w krew częstsze pisanie na blogu i była to niezła motywacja, ale z drugiej strony były dni, w których nie miałam ochoty pisać i posty powstawały nieco na siłę i nie jestem z nich zadowolona. Ogólnie udało mi się stworzyć sporo całkiem niezłych postów i wydaje mi się, że Wam też przypadły do gustu. Poniżej wpisy, do których zaglądałyście najczęściej:


















Z kolei moje ulubione posty to:

















Dziewczyny, napiszcie mi, który post podobał Wam się najbardziej i ogólnie jak oceniacie moje wyzwanie. :)
pozdrowionka!

Marta